Pierre Herbert i Bob Ostertag. Foto: returnofburno, CC BY.

Kilka dni temu pisałem – z rocznym opóźnieniem – o muzyku Bobie Ostertagu, który w połowie 2006 roku udostępnił swoją muzykę na jednej z licencji Creative Commons.

Właśnie ukazał się jego esej, zatytułowany “The Professional Suicide of a Recording Musician” – napisany rok później – czyli teraz. I podsumowujący jego doświadczenia z uwalnianiem muzyki. Polecam cały, choć dość długi tekst, w którym ponownie przekonuje, że w przypadku wielu muzyków koncentracja na zarabianiu pieniędzy utrudnia rozsądne udostępnianie swojej twórczości.

“Dziś dostępna jest bardzo prosta alternatywa. Muzykę można po prostu umieścić w Sieci. Oczywiście nie można na niej zarabiać, ale i tak szanse, że kiedykolwiek zarobiłoby się pieniądze rządając opłat za owe utwory, są minimalne. A na skutek publikacji w Sieci dzieje się rzecz niesamowita. Ludzie z całego świata mogą nagle posłuchać twojej muzyki”.


Serwis IDG opublikował krótki wywiad z Lawrencem Lessigiem. Dotyczy on Creative Commons w niewielkim stopniu – rozmówca pyta Lessiga o przyszłość internetu, cenzurę i nadzór, oraz relacje między światem wolnego oprogramowania i Microsoftem.

“Uregulowanie Internetu w taki sam sposób, jak “realu” było tylko kwestią czasu. Co gorsza, w Sieci te regulacje są zdecydowanie bardziej skuteczne – dlatego jest mi niezmiernie przykro, że moje prognozy się sprawdziły”


Bob Ostertag jest muzykiem tworzącym eksperymentalne nagrania, znanym szerszej publiczności ze współpracy z Fredem Frithem i Johnem Zornem. Odkryłem właśnie (dzięki blogowi CC), że w zeszłym roku udostępnił on wszystkie utwory, do których posiada prawa, na licencji Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne.

“Uprzednio zarabiałem na sprzedaży tych nagrań. Być może teraz moje dochody spadną z powodu ich dostępności za darmo. Jednak być może stanie się odwrotnie, i zamiast zarabiać na honorariach zyskam więcej na koncertach, bardziej popularnych dzięki dostępności mojej muzyki w sieci. Kto wie?”

Osterman dodaje, że mniejsze honoraria nie są w gruncie rzeczy dużą stratą dla alternatywnego muzyka – i dziwi się twórcom nagrywającym niszową twórczość i wbrew swoim doświadczeniom wierzącym w możliwość zarabiania na niej.Bob Osterman, Fear No Love

Mam nadzieję, że w końcu znajdą się polscy twórcy, którzy z równym przekonaniem otworzą swoją twórczość. Jak na razie polecam posłuchać – za darmo i legalnie – “Fear No Love” z 1995 roku, z udziałem Freda Fritha i Mike’a Pattona.


Podczas zjazdu iSummit, który odbył się w zeszłym tygodniu w Dubrovniku, Lawrence Lessig ogłosił, że po dziesięciu latach zajmowania się kwestiami związanymi z reformą systemu własności intelektualnej ma zamiar zmienić pole swoich działań.

Lawrence Lessig, iSummit Dubrovnik 2007

oryg. foto: Joi Ito, CC BY

Na swoim blogu Lessig wyjaśnia, że celem, którym zamierza się zająć przez najbliższe dziesięć lat, jest walka z korupcją systemu politycznego.

“Mówiąc ‘korupcja’ mam na myśli tak wielkie skrzywienie systemu przez wpływ pieniądza, że nie jest on zdolny poprawnie ustalić kwestie tak proste jak okres obowiązywania praw. Politycy pragną zasobów, które zapewnić potrafią jedynie skupione interesy. W Stanach Zjednoczonych, wsłuchanie się w głos pieniądza jest jedynym sposobem ponownego wygrania wyborów. W ten sposób ekonomia wpływów nagina politykę oddalając ją od głosu rozsądku, a w stronę dolarów”.

Jednocześnie Lessig zapewnia, że nie rezygnuje z działań na rzecz wolnej kultury – choc poważnie ogranicza ich zakres. Nie będzie już więc wygłaszał wystąpień na ten temat (tak więc kto nie miał okazji wysłuchać jego wystąpienia podczas otwarcia CC Polska w kwietniu 2005 zapewne stracił okazję), a jego czwarta książka – która niedługo się ukaże – będzie ostatnią poświęconą sprawom IP

(“IP (whether as in TCP/IP or IPR) issues”)

Lessig pozostanie CEO Creative Commons oraz nadal będzie zaangażowany w iCommons, rezygnuje jednak z udziału w innych projektach, w których zasiadał np. w radach nadzorczych. Jednym słowem zmiana stawki, o którą będzie walczył nie jest drastyczna, ale jednak zdecydowana. Słusznie zauważa też, że walka z “korupcją polityki” jest zarówno istotniejsza, jak i powiązana z walką o wolną kulturę:

“Wyobraźcie sobie osobę poświęconą wolnej kulturze, która dochodzi do wniosku, że nie da się jej stworzyć bez wsparcia wolnego oprogramowania. W rezultacie poświęca się tworzeniu takiego oprogramowania. Jestem osobą, która wierzy, że wolne społeczeństwo – wolne od “korupcji”, która charakteryzuje dzisiaj nasze społeczeństwo – jest niezbędna dla wolnej kultury, i dla wielu innych działań. Z tego powodu, na razie skupiam swoją energię na innym celu”.


Serwis iCommons opublikował ciekawy wywiad z muzykiem z serbskiego zespołu MistakeMistake, wydającym muzykę na wolnych licencjach, m.in. w chorwackiej wytwórni EgoBooBits. Edi, jeden z członków zespołu, opowiada o problemach z wydawaniem muzyki, jakie mają serbscy artyści niezależni – oraz o tym, jak licencje CC pomagają te problemy rozwiązać:

Na Bałkanach najlepszy kontrakt, jaki artysta może podpisać z wydawcą to obietnica wyprodukowania wideoklipu. Gdy po długim czasie oczekiwania wideoklip jednak nie powstanie, nie da się już nic zrobić. Znam wiele takich przypadków. Jednak wykorzystując CC istnieje inny sposób na wyprodukowanie wideoklipu – poprzez uwolnienie swojego materiału.

[...]

W zeszłym roku obejrzałem film dokumentalny Plac nakręcony przez Anę Husman i opublikowany w serwisie EgoBooBits. Wiedząc, że wszystkie utwoy publikowane w serwisie są na licencji CC z warunkiem “Na tych samych warunkach”, wiedziałem równocześnie, że mogę go wykorzystać.

Więc w kilka tygodni stworzyliśmy z filmu wideo do naszej piosenki i opublikowaliśmy je na tej samej licencji, co wynika z reguły “Na tych samych warunkach”. Piosenka wylądowała na czołowych pozycjach wszystkich list przebojów radio i TV w regionie, grała ją nawet przez kilka miesięcy MTV Adria. To więcej promocji niż udaje się zdobyć niejednemu zespołowi, który na wideoklip wydał wiele tysięcy dolarów.


Creative Commons wycofało wczoraj, w poniedziałek 4-ego czerwca, z użycia dwie licencje: DevNations oraz Sampling. Jak informuje Lawrence Lessig, są ku temu powody zarówno pragmatyczne, jak i ideologiczne. Po pierwsze, obydwie licencje były mało popularne – każdą z nich wykorzystywało jedynie ok. promila utworów dostępnych na licencjach CC.

Poza tym licencja DevNations nie spełniała wymogów ruchu Open Access, z myślą o którym była w dużej mierze pomyślana. Licencja to bowiem uwalniała utwór, ale jedynie na terenie państw rozwijających się – podczas gdy zasadą otwartego dostępu jest pełna swoboda dostępu, niezależnie od miejsca położenia. Jak twierdzi Lessig, CC będzie rozważać dodanie do istniejących licencji opcji zapewnienia szerszego dostępu dla mieszkańców państw rozwijających się (przykładowo licencja Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne, ale na terenie krajów rozwijających się wyłącznie Uznanie autorstwa).

W przypadku licencji Sampling, która umożliwiała jedynie niekomercyjne wykorzystanie fragmentów utworu (i jako taka była najbardziej restrykcyjną z trzech licencji typu Sampling), CC doszło do wniosku, że nie spełnia ona minimalnych wymogów otwartości – Lessig za taki wymóg uznał swobodę niekomercyjnego wykorzystania całości utworu.

Decyzja wycofania dwóch licencji to przykład na to, że tworząc pulę wolnych licencji CC czyni to w dialogu z twórcami. Była to bowiem reakcja zarówno na wyraźny brak zainteresowania tymi licencjami ze strony społeczności twórców, jak i na pojawiające się głosy krytyczne, podważające sens tych licencji na gruncie ideologicznym.

Utwory dotychczas objęte tymi licencjami są nadal dostępne na warunkach przez nie określonych. Wycofanie ich oznacza jedynie, że nie będzie można ich wybrać z pomocą mechanizmu wyboru licencji.

Obydwie licencje, jako mało popularne, nie były też zlokalizowane do polskich warunków.

Na stronie głównej CC można znaleźć Informacje o wszystkich wycofanych licencjach.


“Wolna kultura” Lessiga w polskim tłumaczeniu została z chwilą premiery drukiem udostępniona również w sieci (jako PDF) na stronie wydawnictwa WSiP. Niestety dziś trudno jest tę stronę odnaleźć – brak linków ze strony głównej portalu, nie pomagają wyszukiwarki (w tym opcja “szukaj” na stronie WSiP), Google odnajduje jedynie PDFa na stronie wydawnictwa.

Chwilę później książkę udostępnił na swojej stronie Marek Futrega – jako PDF i HTML. Jakiś czas temu odkryłem jeszcze jedną stronę zawierającą kopię książki. Jednak strona Marka Futregi pozostaje moim zdaniem głównym źródłem cyfrowych egzemplarzy książki.

Wspominam o tym wszystkim, bo uzyskałem od Marka statystyki, które rzucają światło na skalę zainteresowania książką i jej dystrybucji cyfrowej.

W ciągu jednego tygodnia pod koniec maja, dla którego Marek zebrał wyniki, pobrano ok. 100 PDFów, odwiedzono ok. 400 razy stronę główną książki, oraz odwiedzono ok. 1800 razy ogólnie strony książki (z tego 40% wejść z wyszukiwarek).

“Wolna kultura” jest dostępna na stronie Marka już od dwóch lat – niestety nie da się oszacować, jak bardzo spadało zainteresowanie książką (zakładam, że początkowo ściągało ją więcej osób, niż obecnie).

Przyjmując konserwatywne założenie o stałym natężeniu zainteresowania tytułem, w ciągu dwóch lat książka została ściągnięta ok. 10,000 razy. Szkoda, że Marek nie zbierał od początku dokładniejszych danych – jestem pewien, że liczba ściągniętych egzemplarzy jest conajmniej kilkukrotnie większa. Ale nawet te szacunki są budujące: biorąc pod uwagę, że w międzyczasie sprzedał się nakład książki drukiem (2,000 egzemplarzy), widać, że dystrybucja cyfrowa udostępnia tytuł dużo szerszemu kręgowi odbiorców, jednocześnie nie stwarzając konkurencji dla wydania drukowanego.


W Brukseli zakończył się Copyright Summit zorganizowany przez organizację zbiorowego zarządu praw autorskich CISAC (International Confederation Societies of Authors and Composers). Obecny na szczycie Edwin Bendyk opisuje, że szczyt odbywający się pod hasłem “Po pierwsze twórcy” był niestety zdominowany przez przedstawicieli firm producenckich i OZZów. Bendyk tak komentuje krytyczną reakcję na prezentację Lawrence’a Lessiga:

“Dla establishmentu jest on jednak naruszeniem status quo i grozi erozją instytucji praw autorskich, których praktyka w Europie rozwija się od 200 lat”.

A w następnym wpisie przytacza ciekawy fragment własnej rozmowy z Erikiem Na Baptist, dyrektorem generalnym CISAC.

“Są jednak sfery życia, gdzie bardziej nawet radykalne idee, jak licencja GPL i copyleft znane twórcom wolnego oprogramowania doskonale się sprawdzają, dając podstawę do rozwoju bardzo ważnego segmentu gospodarki?

Oprogramowanie, choć także należy do sfery chronionej prawem autorskim jest szczególnym rodzajem twórczości, w którym autor może liczyć na zarobek z innych form aktywności, np. usług związanych z instalacją i utrzymaniem oprogramowania. Artyści na to liczyć nie mogą.”

(Reszta wywiadu na blogu Antymatrix).